Od zera do groomera – jak zostałam psim fryzjerem

blog 3

Salon groomerski Dolna 30 właśnie szykuje się do imprezy z okazji drugich urodzin. Dla mnie osobiście to także drugie urodziny – mojego nowego życia, pełnego pasji, radości i realizowania swoich marzeń. Druga rocznica rzucenia wszystkiego na jedną szalę i zagrania all in. Co tu dużo gadać – opłacało się!

Są ludzie, którzy od małego wiedzą, co będą robić w życiu. Taki na przykład Robert Lewandowski już jako mały brzdąc biegał za piłką i od kiedy pamięta wiedział, że będzie piłkarzem. Cóż, ja z Lewandowskim mam tylko tyle wspólnego, że Tomek Lewandowski ostrzy moje nożyczki. Piłkarzem, z tego co wiem, jest średnim, ale w swoim fachu zdecydowanie jest równie dobry, jak „Lewy”.

W każdym razie – ja przez długi czas chciałam być dziennikarką. Po studiach na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego przerzuciłam się jednak na marketing. Po latach pracy w zawodzie coraz bardziej jednak czułam, że to nie to… A wcale nie było tak, że moja robota była nudna, czy mało satysfakcjonująca. Pracowałam jako asystentka Magdy Gessler, potem współtworzyłam z Markiem Kondratem jego sklep z winami. Inaczej mówiąc: dobrze jadłam, dobrze piłam i jeszcze dobrze mi za to płacono. A jednak – czułam, że życie przecieka mi przez palce. Jakiegokolwiek to zabrzmi: doszłam do wniosku, że wolę rozczesywać kołtuny i walczyć z psimi kłakami!

Nawiasem mówiąc, inspiracją była moja szefowa z firmy Marka Kondrata, która sprawiła sobie maltańczyka i zaczęła z nim przychodzić do pracy. Ilekroć wracała z nim od psiego fryzjera, patrzyłam i nie mogłam się nadziwić, że ktoś za taką fuszerkę może brać pieniądze. „Przecież ja bym to lepiej zrobiła” – myślałam sobie, choć moje doświadczenia z nożyczkami ograniczały się wtedy do przycinania grzywki siostrze. I jak to mam w zwyczaju, zanim pomyślałam dwa razy, już przeszłam od pomysłu do jego realizacji!

Kilka miesięcy zajął mi zawodowy kurs w najlepszym salonie groomerskim w Polsce, kilka kolejnych doszkalanie i opracowywanie modelu działania. Potem poszukiwania lokalu, remont, urządzanie i wielkie otwarcie. Kiedy? Trzynastego listopada, w piątek. A co! Skoro rzuciłam dobrą pracę w marketingu, żeby zająć się strzyżeniem psów, to chyba nie po to, żeby zaprzątać sobie głowę przesądami!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *