Ile kosztuje strzyżenie psa i dlaczego tak dużo?

chi

W pracy salonu groomerskiego kilka rzeczy jest pewnych, jak amen w pacierzu. Na pewno od czasu do czasu pojawi się pies w kołtunach, tak strasznych, że będziemy się zastanawiać, czy nie dzwonić po Eko Patrol Straży Miejskiej. Na pewno trafi się pacjent, który nienawidzi kąpieli, a suszarkę spróbuje zagryźć. Na pewno znajdą się psiaki, których sierść pod wpływem dmuchawy zyska niesamowite właściwości aerodynamiczne, przez co znajdzie się dosłownie wszędzie, włącznie z lampami. Ale jeszcze bardziej pewne jest, że usłyszymy sakramentalne pytanie: „pani kochana, ale czemu tak drogo”!

Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Ja nie jestem. Od kiedy pracuję w usługach, bardzo zmieniłam postrzeganie pewnych rzeczy i już tego pytania nie zadaję. Kompletnie zaskoczyłam na przykład pana, który przyszedł do mnie naprawić pralkę (nie przeżyła codziennego prania ręczników). Pan przyjechał, zajrzał i stwierdził, że trzeba wymienić jakąś uszczelkę przy drzwiczkach. Wrócił następnego dnia, pokazał uszczelkę, wraz z paragonem na 109 złotych. Zamontował ją w kilka minut i nieśmiało zażyczył sobie 200 złotych. Szczęka mu opadła, kiedy powiedziałam, że to w sumie dobra cena, i że dziękuję. – Zawsze tylko słyszę, że tak drogo – stwierdził z żalem. – Doskonale pana rozumiem – odpowiedziałam.

Pan przyjechał dwa razy, w tym raz w godzinach szczytu, zaliczył także wycieczkę do hurtowni. Ile powinien wziąć za takie trzy kursy, żeby było dobrze? 30 złotych? Wziął 90 i ja uważam, że to i tak nie było dużo. Jak wiadomo, każdy chciałby, żeby jego praca była dobrze wyceniana. Ale gdy trzeba zapłacić komu innemu, nagle robi się bardzo drogo.

Tytułowe pytanie najczęściej słyszę w przypadku dużych psów. Czemu tak drogo? No dobrze. Bo do obsługi pacjenta zawsze potrzeba dwóch osób. Bo czesanie wielkiego psa zajmuje dużo czasu. Bo do jego wykąpania zużywamy wielokrotnie więcej szamponu niż do yorka, czy maltańczyka. Bo jego suszenie trwa bardzo długo, a niestety nikt jeszcze nie wymyślił suszarki dla psów napędzanej energią słoneczną. Bo do pracy z dużymi psami musiałam kupić specjalny stół, żeby nie musieć osobiście podnosić 80-kilogramowego nowofunlanda (bo jednak lepiej wydać 2 tysiące złotych na stół niż musieć szukać na allegro nowego kręgosłupa)…

Co jeszcze? Porządne nożyczki to wydatek rzędu 500 złotych. Kiedy pies strąci je łapą ze stołu, często nadają się tylko do wyrzucenia. Każdy, kto był w salonie groomerskim na Dolnej 30 widział, że nie używamy trzech par nożyczek na krzyż. Do tego maszynki, stoły, suszarki. Regularne wyjazdy na szkolenia, seminaria i konkursy groomerskie, żeby ciągle się rozwijać. Szampony z najwyższej półki, odżywki, perfumy – w przeciwieństwie do niektórych, my na niczym nie oszczędzamy, po to, żeby żaden klient nie miał potem alergii, uczuleń czy innych sensacji.

Przez lata pracowałam w marketingu i nauczyłam się jednego: nie ma sensu oszczędzać na najważniejszych rzeczach. Dlatego na Dolnej 30 używamy klasowego sprzętu i najlepszych kosmetyków, stawiamy na najwyższą jakość. A ona – niestety – musi kosztować.

Inna sprawa, że podobne ceny oferują salony, w których standard obsługi jest zupełnie inny. Takie, w których goli się psy, zamiast strzyc i trymować. Takie, w których nikt się nie uczy i nie doszkala. Takie, w których stosuje się byle jakie szampony oraz nie sterylizuje się narzędzi…

Podobnie, jak pan od pralki, bardzo doceniam klientów, którzy nie zadają mi tytułowego pytania. Aha, żeby była jasność: klientom za zepsutą pralkę nie doliczam!

Pełny cennik naszych usług znajdziesz tu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *