Salon groomerski to nie hotel dla psów

wafel2

Proszę mi przechować psa, najlepiej do wieczora

Dolna 30 to salon groomerski, jeden z najlepszych w Polsce. Zajmujemy się strzyżeniem psów, trymowaniem, przygotowaniem do wystaw. Doradzamy w sprawie diety, obcinamy pazurki, czyścimy gruczoły, kapiemy, suszymy, perfumujemy. Ba, nawet sprzedajemy obroże i suplementy diety. Ale nie, nie jesteśmy hotelem. Niestety, niektórzy o tym nie chcą pamiętać.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: matka idzie z synkiem do dentysty. Chłopiec ma mieć zabieg, trwający około półtorej godziny. Pielęgniarka zabiera go do gabinetu, mama zostaje na korytarzu. Po wszystkim dzielny pacjent wychodzi z gabinetu, pochwalić się mamie, a tam – nikogo nie ma. Dziecko się niepokoi, więc pani z recepcji dzwoni do matki, a on rozkosznie: „oczywiście, dziękuję, już jadę”. Mija dziesięć minut, piętnaście, dwadzieścia. Powtórny telefon: „tak, tak, niedługo będę”. Chłopiec ma już dość, zaczyna płakać. Pielęgniarka i recepcjonistka, zamiast zajmować się innymi pacjentami i swoją pracą, muszą go uspokajać i pocieszać. Mija pół godziny, godzina, robi się nerwowo. Recepcjonistka dzwoni po raz kolejny i już nie jest miła. „No przecież jadę, będę za pół godziny, bo są korki” – słyszy.

Praca kliniki jest kompletnie zdezorganizowana. Wreszcie dociera matka i nie widzi żadnego problemu w tym, że przez dwie godziny ktoś musiał się zajmować jej dzieckiem, kiedy ona akurat robiła zakupy, czy piła kawę z koleżanką. Odbiera syna, płaci za zabieg i wychodzi.

Wyobrażacie to sobie? Trochę słabo. U nas to może nie codzienność, ale takie przypadki są niestety regularne. Oczywiście, mamy na zapleczu salonu groomerskiego klateczkę, mamy też wygodną pufę dla psów pod jednym ze stołów. I owszem, są pieski, dla których poczekanie pół godziny, czy nawet więcej, nie stanowi żadnego problemu. Gorzej, jeśli mówimy o pacjencie, który zostawiony na chwilę sam zaczyna płakać, skamleć, ujadać. Jeśli to trwa pięć minut, nie ma problemu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto się z pieskiem pobawi, pogłaszcze, powie parę dobrych słów. O ile pańcia przyjdzie pięć minut później, psie smutki nie mają żadnego znaczenia. A jeśli nie? Jeśli czekanie przedłuża się do godziny, półtorej, dwóch? Kiedy akurat mamy dwóch kolejnych klientów, z którymi staramy się pracować, a w klatce ktoś urządza koncert? Psy na stołach zaczynają się denerwować, są zdekoncentrowane. Ktoś musi iść do psa, spróbować go uspokoić. Drugi groomer nie może wtedy pracować, tylko pilnuje obu klientów na stołach. Efekt jest prosty do przewidzenia: zanim właściciel odbierze psa, salon groomerski nie będzie funkcjonował właściwie. Rekord czekania na odbiór to sześć godzin.

Taki problem niestety zdarza się regularnie. I podobnie, jak ta matka od dentysty, większość właścicieli nie widzi w tym problemu. A my, zajmując się jego psem już po wykonaniu usługi, nie mogłyśmy normalnie pracować. To spowodowało, że następnych psów nie zrobiłyśmy na czas i zrobił się korek. Przyszli następni klienci, którzy musieli czekać. My z kolei ostatnie psy zaczęłyśmy później, przez co później także poszłyśmy do domu po i tak długim dniu pracy.

Pan problemu nie widział w tym, że zrobił nam kłopot, tylko w tym, że do rachunku doliczyłyśmy mu 60 złotych za hotel dla psa. Obraził się śmiertelnie i chyba już nie wróci. W razie czego znamy kilka hoteli godnych polecenia…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *